strona główna

powrót do Archiwum

 

W KRAINIE SMOKA – OCZAMI LEKKOATLETÓW

Wszystko, co piękne szybko się kończy. To powiedzenie sprawdziło się i w naszym przypadku. Po długiej i wyczerpującej podróży do Szanghaju prosto z marszu zostaliśmy wciągnięci w iście azjatycką wirówkę czasu i przestrzeni.Na dokładkę prawdziwie egzotyczna pogoda z 90% wilgotnością powietrza  to było coś.
Program Host Town nie rozczarował chyba nikogo. Było wszystko, czego można było oczekiwać. Szczypta tradycyjnej kultury, architektury i współczesności. Wszystko to osłodzone gościnnościąi troskliwością organizatorów, mieszkańców i wolontariuszy (szczególnie tych płci pięknej).
Jedzenie dla niektórych z nas było udręka dla pozostałych kulinarną przygodą. Jedno jest pewne posługiwanie się pałeczkami opanowaliśmy na piątkę z plusem.
Jest czas na zabawę i czas na pracę. Naszym obowiązkiem było postępować zgodnie z hasłem igrzysk w Szanghaju „I now, I can” (wiem, że mogę). Chyba nam się udało - ale o tym za chwilę. Nie można pominąć próby opisu ceremonii otwarcia igrzysk. Wydarzenie to wzruszyło chyba każdego z nas. Kwintesencja perfekcji i azjatyckiego kolorytu. Delikatność i wyrafinowanie starej chińskiej opowieści oraz dynamika i cyrkowe popisy wschodnich sztuk walki. Wszystko to oprawione sztucznymi ogniami i piękną muzyką. Nie zawiedli znani goście i bardzo ważni ludzie
z całego świata.

Nasi lekkoatleci dali z siebie wszystko. Oczywiście udało się zdobyć tak upragnione złote, srebrne

i brązowe medale, ale najważniejsza była walka z własna słabością. Najcenniejsze okazały się rekordy życiowe i wspaniała postawa sportowa, przyjaźń i promienne uśmiechy naszych wolontariuszy. Były chwile grozy, kiedy tajfun pokrzyżował plany organizatorów i zmuszeni byliśmy cały dzień spędzić w hotelu, jak  i chwile euforii kiedy mimo zmęczenia zdobywaliśmy medale.
Złoty w skoku w dal (Grzegorz Cichoń) i dwa srebrne w bowlingu (Grzegorz Gniadek). Czas wyjazdu zbliżał się nieuchronnie.
Ceremonia zakończenia miała zupełnie inny charakter.

Ogólna wesołość i atmosfera zabawy z różnymi kolorowymi postaciami, których nie powstydziłaby się najstarsza baśń. Taki oto spektakl przygotowali nam organizatorzy. Podczas pożegnania odbyła się tradycyjna wymiana koszulek, czapeczek i innych drobiazgów.

Dowiedziałem się wtedy, że nasze stroje wzbudzały ogólne zainteresowanie. Chyba byliśmy całkiem nieźle ubraną ekipą. Na pewno w czołówce 160 krajów.

Igrzyska te zostaną w pamięci każdego z nas na zawsze. Wspaniale zorganizowane, z dbałością

o każdy szczegół, a zwłaszcza o nasze bezpieczeństwo. Ogromna praca i tysiące zaangażowanych ludzi. Dziękujemy Chinom, dziękujemy Chińczykom.

Dziękujemy wszystkim, którzy o nas pamiętali i wspierali nasz wysiłek.

 

                                                                                                                                     Dariusz Frąckowiak