strona główna                                                                                                          


O WĘDKOWANIU I WYCHOWANIU
- Z PRZYMRUŻENIEM OKA
 

W przededniu Dnia Dziecka uczniowie naszego ośrodka wzięli udział w zmaganiach z wędką w ręku,  na znanym nam już łowisku hodowlanym w Drwini. Podobnie jak w ubiegłych latach  spotkanie zorganizowane zostało przez Warsztat Terapii Zajęciowej wspólnie z Polskim Związkiem Wędkarskim Miasto Bochnia. W zawodach wzięło udział 120 zawodników z Małopolski. Nasz zespół reprezentowali uczniowie z klasy III ZSZ, I GUZ, II PDP oraz uczeń objęty nauczaniem indywidualnym. Rywalizowaliśmy zarówno  o wygraną całego zespołu, jak i uzyskanie wysokiej punktacji w klasyfikacji indywidualnej. Przyjęliśmy zatem zasadę „jeden za wszystkich- wszyscy za jednego”.

***

            Cały horror rozpoczął się już na samym początku, gdy okazało się, że nasze stanowiska do wędkowania zlokalizowane są na otoczonej wodą wyspie, a dotrzeć na nią możemy jedynie pokonując długą, wąską, kolebiącą na boki, spróchniałą kładkę. Pan Jerzy (ten, który nie mieści się w koszulkę XS) zaprotestował, twierdząc, iż cierpi na hydrofobię. Powagę sytuacji potęgował dodatkowo fakt, iż wybrzmiał właśnie sygnał oznajmiający rozpoczęcie zawodów, a zatem należało się spieszyć.

Gorączkowo rozpoczęliśmy więc pompowanie pontonu metodą usta-ponton i po 40 minutach Pan od XS został bezpiecznie przetransportowany na wyspę. Reszta drużyny sprawnie przeprawiła się długą, wąską, kolebiącą na boki, spróchniałą kładką, przy czym należy dodać, iż Uczniowie doskonale asekurowali opiekunów podczas tego niełatwego zadania. 

            Wydawać by się mogło, że już nic nieoczekiwanego zdarzyć się nie może, a tu - co za pech!!! – wszystkie wędki uzbrojone do góry nogami – tzn. haczyk na początku, a nie końcu wędki. Adrenalina podniosła się wszystkim w bardzo szybkim tempie, Pan od XS nie wiedział jak zaradzić problemowi, więc z pomocą przyszli niezawodni Uczniowie. Kiedy wędki były już gotowe przyniesiono nam wiaderko, a w nim rybie przysmaki, pośród których szczególną uwagę przyciągały  białe, dosyć żywotne robaki, z których należało ugnieść kulę i założyć w odpowiednim miejscu wędki. Dla wszystkich było jasne, że Pan od XS zapewne cierpi na helmintofobię, zatem kto podjął się zadania ?? Wiadomo... Uczniowie.

Wreszcie zarzuciliśmy, i wówczas okazało się, że nadciąga niebezpieczna burza. Więc co niektórzy, cierpiący na brontofobię, pontonem ewakuowali się na ląd, by spod wiaty obserwować dalszy rozwój wydarzeń. Kto został na wyspie? Wiadomo… Uczniowie.

To jeszcze nie koniec horroru. Im bliżej zbliżała się burza, tym ryby bardziej traciły apetyt i oddalały się od naszej wyspy – Wiecie już na pewno, kto wiedział jak temu zaradzić, wiadomo… Uczniowie.

Nagle i zupełnie nieoczekiwanie zabrzmiał znany nam dźwięk. Nareszcie koniec tego horroru!!! Przyszli jeszcze Panowie z koła wędkarskiego - mierzyli, ważyli, oglądali, spoglądali na nas spod oka, coś szeptali, notowali.

            Pod eskortą Uczniów, opiekunowie bezpiecznie pokonali długą, wąską, kolebiącą na boki, spróchniałą kładkę i bezpiecznie powrócili na ląd. Nadciągająca burza dawała się coraz bardziej we znaki, zatem Pan od XS na wszelki wypadek udał się do samochodu (myślę, że klimatyzowanego).

Drużyny wędkarskie ustawiły się w wyznaczonym przez Panów z koła wędkarskiego miejscu - jak się domyślacie - tam gdzie słońce prażyło najmocniej. Pozostaliśmy jednak nieugięci - a przynajmniej Uczniowie.

I kiedy tak bezbronni wobec słońca i nadciągających błyskawic oczekiwaliśmy na werdykt wędkarskich jurorów, usłyszeliśmy kilkakrotnie S`O`S, a potem padło jeszcze W. I tak trzy razy. Naraz, niczym grzyby po deszczu wyrosło przed nami kilku miłych Panów z dyplomami i nagrodami. I kiedy tak cieszyliśmy się z I miejsca w klasyfikacji drużynowej, II, III i IV – w klasyfikacji indywidualnej, Pan od XS wygłosił swoje krótkie résumé, w którym podkreślił, iż miarą sukcesu dnia dzisiejszego nie są dyplomy ani nagrody, ale pozytywnie zaliczony sprawdzian umiejętności praktycznego wdrażania zasad bezpiecznego zachowania. Trochę nas tym rozzłościł, ale ostatecznie, z uśmiechem na twarzach podziwialiśmy jego dobrze przemyślany, cwany podstęp wychowawczy.

***

P.S.  Szczególnie oklaski należą się Kacprowi, Mateuszowi oraz Arturowi, którzy złowili w sumie niespełna 6 kg karpia oraz pozostałym uczniom, którzy przez długą, wąską, kolebiącą na boki, spróchniałą kładkę dostarczali z lądu na wyspę grillowane kraby. Dodam jeszcze, że organizuję już grupę chętnych do udziału w przeszłorocznych zawodach.

Elżbieta Włodek